sobota, 26 lutego 2011

Przepis 33 - pączki z nadzieniem

Witam karnawałowo


Pączek – pulchne ciastko drożdżowe z mąki pszennej w kształcie nieco spłaszczonej kuli. Zazwyczaj nadziewane konfiturą różaną lub owocami, ale też likierem, budyniem, a nawet serem, smażone na kolor ciemno-złoty, na głębokim tłuszczu – smalcu lub oleju, dawniej też na maśle. Gotowy jest zwykle lukrowany lub obsypywany cukrem pudrem, może być też posypany kandyzowaną skórką pomarańczową lub polany czekoladą.



Jak karnawał, a raczej jego bliski koniec, to i pączki. W ubiegłym roku pączki robiłam kilka razy, w tym jakoś do dnia dzisiejszego nie udało mi się.
Pracy z pączkami mam niewiele, ponieważ korzystam z pomocy mojej maszyny do chleba (polecam).
Przepis na pączki zaczerpnięty jest ze strony: www.goscinneprogi.pl (jest tam wiele wspaniałych przepisów, na pączki chyba kilkanaście). Przepis sprawdzony, smażyłam wiele razy.
Oto składniki, sposób wykonania i zdjęcie:
Składniki:
Na ciasto:
1kg mąki
10 dkg świeżych drożdży
6-8 żółtek + 1 jajo
10 dkg masła (rozpuścić i schłodzić - ja to robię w kuchence mikrofalowej)
10 dkg cukru
2 szkl. ciepłego mleka (nie gorącego!)
100 ml rumu lub winiaku (ja miałam  zwykłą wódkę i dałam 50 ml)
1/2 laski utartej wanilii
aromat rumowy 2-3 krople


Na nadzienie: dowolne konfitury lub powidła wg własnych upodobań (u mnie: powidła śliwkowe)


Cukier puder do posypania
Do smażenia: około 1-1,5 kg smalcu (lub smalcu wymieszanego z olejem w proporcjach 2:1). Skorzystałam z drugiej opcji.


Uwaga ważne: wszystkie produkty muszą być w temperaturze pokojowej, w domu musi być ciepło i bez przeciągów (o tym to i w literaturze i filmie polskim wiele razy wspominano).


Sposób wykonania przy pomocy maszyny do chleba:
Do miski  wrzucić rozkruszone drożdże + 5-6 łyżek mąki + 1 łyżka cukru + 3/4 szkl. mleka. Włączyć maszynę rozkręcić rozczyn. Wyłączyć, poczekać aż podrośnie.
W tym czasie utrzepać żółtka z cukrem na kogiel-mogiel. Rozpuścić tłuszcz. Przygotować mąkę.
Gdy rozczyn ładnie podrośnie ponownie uruchamiamy maszynę (u mnie program do mieszania i wyrastania "8" - 1,5 godz.), dodajemy kolejno: jajka z cukrem, mąkę, mleko. Gdy masa się już ładnie ukręci dodajemy tłuszcz, rum, wanilię i aromat. Na razie to koniec naszej pracy z ciastem. Maszyna robi swoje, miesza jak chleb, podgrzewa, ciasto rośnie.
W tym czasie przygotowujemy sobie tłuszcz, ja obieram 1 ziemniaka (kroję w plastry), którego dodaję w trakcie smażenia, aby zapobiec przypalaniu się tłuszczu.
Gdy minie nastawiony czas (zdarza się, że nawet troszkę wcześniej ciasto już zaczyna z miski kipieć), wyjmuję ciasto na stolnicę, lekko oprószoną mąką. Formuję placuszki, nakładam powidła, zlepiam i odkładam na deskę, aby pączki podrosły. Dla zachowania ciepła przykrywam pączki ściereczką. Gdy pączki podwoją swoją wielkość, smażę.
Smażę wg receptury mojej mamy (robi najlepsze pączki na świecie). Wkładam pączki do tłuszczu, przykrywam garnek (u mnie dół od prodiża) pokrywką (pączki jeszcze rosną), pilnuję, żeby się nie przypaliły. Gdy dół jest usmażony, przekładam pączki na drugą stronę i smażę bez przykrycia.
Usmażone pączki przekładam na talerz przykryty ściereczkami papierowymi - do zabrania nadmiaru tłuszczu. Przekładam na półmisek, posypuję cukrem pudrem i gotowe.
Dzisiaj wyszły mi trochę za duże, ale trudno. W smaku rewelacja. Moja rodzina zadowolona.


W trakcie panowania Augusta III serwowano na dworze:

"... Ciasta także francuskie, torty, pasztety, biszkopty i inne, pączki nawet — wydoskonaliło się to do stopnia jak najwyższego, Staroświeckim pączkiem trafiwszy w oko mógłby go podsinić, dziś pączek jest tak pulchny, tak lekki, że ścisnąwszy go w ręku znowu się rozciąga i pęcznieje do swojej objętości, a wiatr zdmuchnąłby go z półmiska ..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz