Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 lipca 2013

Moja mini Galeria

Witam moi Kochani
Niewiele mam czasu na cokolwiek, ale udało mi się w dniu wczorajszym uporządkować trochę swoją mini galerię (poza myciem okien, bo prawie cały czas padało). Póki jest "jako tako" popstrykałam zdjęcia i oto one:




Moja zasłużona dama w czasie wszelkich jarmarków, targów służy za "wieszak" do prezentacji biżuterii lub bombek. Na głowie ma papierowy kapelusz, wykonany przez mame mojej koleżanki.


Kute, metalowe ozdoby nazbierane latami. serduszka, woreczki - szyte osobiście.


Mini prezentacja broszek z organzy i satyny.

Chusteczniki samodzielnie uszyte i zapakowane w folie.

Moja ulubiona bombka i serduszko lniane z kolekcji ozdób z dodatkami niebieskimi.


Zakładki do książek wykonane z kartonu i ozdobione techniką Decoupage (dodatkowo przeszyte na maszynie).

Ślubne (ale nie tylko) bransoletki wykonane z perły Sashell i kryształków Swarovskiego.

Kolejne serduszka, bombki, i obraz wykonany techniką decoupage w tle.

Mini wystawa biżuterii.

malowane butelki, słoiki, obrazki ozdobione techniką Decoupage.

Bransoletki
Widok ogólny na sofę.

Widok z boku na lustro i biżuterię.

Kolejna odsłona prezentowanych już wcześniej ozdób.


To by było na tyle. W Galerii jest miło, przytulnie i romantycznie. Lubię tam odpoczywać.
Szybko to wszystko napisałam, bo czas goni. Mimo, że to niedziela to ja mam dużo pracy i biegnę dalej.
Pozdrawiam
Beata

piątek, 29 marca 2013

Wesołych Świąt


Witam Kochani


Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych

Miłości, która jest ważniejsza od wszelkich dóbr, 
zdrowia, które pozwala przetrwać najgorsze.

Pracy, która pomaga dobrze żyć.
Uśmiechów bliskich i nieznajomych, 
które pozwalają lżej oddychać i szczęścia, 
które niejednokrotnie ocala nam życie.





czwartek, 21 marca 2013

Świątecznie jest też u mnie

Witam Kochani
Niestety z braku czasu, w tym roku pisanek nie malowałam. Bardzo mi tego brakuje, ponieważ jest to bardzo miłe i wdzięczne zajęcie. Nie trzeba długo czekać na efekt.
Aby i na moim blogu było troszkę odświętnie przedstawiam pisanki z lat ubiegłych.
Zapraszam do oglądania:







Pozdrawiam cieplutko
Beata

wtorek, 29 stycznia 2013

Zapraszam do mojego sklepiku: www.acoya.eu

Witam gorąco, mimo, a może właśnie dlatego, że jest zimno, za oknem biało i jak dla mnie ogólnie monotematycznie.
Nie lubię zimy, ponieważ nie lubię zimna w ogóle.
Nie lubię białego koloru, z wyjątkiem białych pereł, koloru firanek, czystej wykrochmalonej białej pościeli i białych bluzek. I to koniec.
Uwielbiam kolory, lato, czerwień, pomarańcz, żółć, ciepło.
Dlatego też w moim otoczeniu jest bardzo dużo jaskrawych, gorących barw w dodatkach zarówno do odzieży jak i wyposażenia wnętrz.
Mój sklepik: www.acoya.eu także został wyposażony w baner - tryptyk kwiatowy, namalowany w 2010 roku na płótnie farbami akrylowymi.
Wykonuję biżuterię klasyczną, elegancką, ponadczasową, zawsze modną
Jeśli  nie gustujesz w plastikowych imitacjach to jest to sklepik dla Ciebie.
Zapraszam





czwartek, 10 stycznia 2013

Nowy rok, nowe perspektywy, nowe zadania

Witam Kochani

Ponieważ jest to mój pierwszy wpis w tym roku 

Życzę
Wszystkim 
Szczęśliwego Nowego Roku
zdrowia
miłości
i radości w każdym dniu tego 2013 roku



Trudno było mi się zmobilizować do pisania. Nie, dlatego, że brak tematu, wręcz przeciwnie. Dużo się ostatnio wydarzyło w mojej sferze zawodowej, wiele refleksji, przemyśleń.

Z dniem 30.12.2012  zakończył się pewien etap pracy: zrezygnowałam z lokalu, w którym przez ostatnie 7 miesięcy znajdowała się Pracownia Rękodzieła Artystycznego "Acoya".





Lokalizacja lokalu okazała się gwoździem do trumny w mojej firmowej egzystencji.
 Lokal był ładny, ustawny, zapanował w nim specyficzny sielski klimat, który niemal pokochałam, a klienci polubili. Tak jak na początku działalności stwierdziłam: "znalazłam swoje miejsce na ziemi", tak samo 7 miesięcy później: "to nie jest to".
Lokal był w zasadzie w centrum miasta, ale nieco we wgłębieniu uliczki, nie było go widać. Cena wynajmu nie była, aż tak duża za swój metraż, stąd ta oferta była kusząca. Nic bardziej mylnego, o czym się sama przekonałam. Tańszy lokal, na uboczu zdecydowanie mniej klientów, droższy, w centrum miasta, ale klientów zdecydowanie więcej. Do Pracowni przychodzili klienci, którzy wiedzieli, że coś takiego się tu znajduje lub zupełnie przypadkiem. Mimo, że dołożyłam wszelkich starań, by rozreklamować to miejsce, wszystko okazało się niewystarczające. Nie było klientów tzw. "z ulicy". Zdaję sobie sprawę z tego, że może 7 miesięcy to za mało na zaistnienie w nowym miejscu, ale podjęłam decyzję, która ma uchronić moją firmę przed inwestowaniem trudno zarobionych środków w miejsce bez " ulicznego ruchu". Trzeba czasu, a ja tego czasu w wymiarze finansowym po prostu nie mam. Marketing szeptany na pewno przyniósłby wymierny efekt, ale tu czas nie jest sprzymierzeńcem. Pierwsze miesiące działalności nie zapowiadały zastoju, który nazwałabym nawet katastrofą. Powolny spadek zainteresowania, brak nowych klientów nastąpił od połowy października, by całkowicie dać o sobie znać w grudniu, w miesiącu, w którym oczekiwałam największego zainteresowania swoimi pracami. Za oknem zrobiło się ciemno, mojej Pracowni w ogóle nie było widać (po części zastawiona akcesoriami działalności znajdującej się w lokalu obok - tj wieńcami pogrzebowymi. Nie mam żadnej pretensji, każdy dba o swoją działalność i wszystko w temacie). 
Zrobiłam wiele błędów przez ten okres, wiele się nauczyłam, ale najważniejsze dla mnie to poznanie nowych ciekawych ludzi. To było wspaniałe.
Zdecydowałam się na wyjście Pracowni  z domu "do miasta", ponieważ czułam akceptację i potrzebę istnienia takiego miejsca w moim mieście. Nade wszystko brakowało mi ludzi, kontaktu z drugim człowiekiem, rozmowy o wszystkim i o niczym (rodzina tego nie zastąpi). Dlatego też ten pomysł. 
Praca w domu ma swoje zalety: nie musisz się rano zrywać ciut świt, możesz wykonywać swoją pracę, kiedy chcesz, ale ma też wiele pułapek. Pracując w domu ograniczasz swój kontakt z drugim człowiekiem, a w końcu jesteśmy zwierzęciem społecznym i tego kontaktu potrzebujemy do prawidłowego rozwoju, funkcjonowania. Praca w domu do ciągła wewnętrzna mobilizacja. Myślę, że w przypadku kobiet jeszcze większa, ponieważ to kobieta widzi w domu zawsze tysiące spraw do zrobienia. Pracując w domu trzeba się nauczyć oddzielić dom od pracy, co jest w takiej sytuacji bardzo trudne. Gdy wychodziłam do Pracowni, to nie było ważne, że jest coś tam w domu niezrobione, trzeba się śpieszyć i do pracy. Teoretycznie, nie musiałam się spieszyć, przecież nie miałam kierownika, który mnie rozliczy z godzin pracy, nie musiałam się podpisywać w kadrach itp.. To klient był moim największym kierownikiem, kadrowcem. Przez okres 7 miesięcy nie otworzyłam Pracowni tylko 1 dzień, a to tylko, dlatego, że byłam tak chora, że nie dałam rady wstać z łóżka. Pracownia była czynna od godziny 10 do 18, a ja i tak najczęściej spędzałam w niej czas od 8 do 20. Na początku, dlatego, że chciałam wykonać jak najwięcej prac, by asortyment był duży, zróżnicowany i ciekawy. Później pracowałam, by dotrzymywać terminów napraw i innych zleconych prac. Praca poza domem w moim przypadku miała oddźwięk również w sferze rodzinnej. Po pierwsze mogłam sobie pozwolić na taką pracę, ponieważ mam nastoletniego syna, którego nie muszę doglądać tak jak malucha. Tu też tkwi pułapka. Nastolatek bardzo się ucieszy, gdy przez wiele godzin nie jest kontrolowany. W przypadku mojego syna, który nie przysparza żadnych problemów wychowawczych, jest kochanym czułym człowiekiem to za długo bez rodziców to raz, za dużo niekontrolowanego dostępu do komputera to dwa. Zupełnie brak czasu na rozmowy, (które z synem uwielbiamy), brak czasu na pomoc w nauce (trudno, żeby od razu był geniuszem), ciągła irytacja z powodu niewykonanych prac w domu. Chciałoby się w sposób perfekcyjny prowadzić dom i firmę. Niestety, jestem zdania, że tego się nie da (przynajmniej w przypadku, gdy sami jesteśmy zarówno producentem, sprzedawcą swoich prac, kierownikiem finansowym, specjalistą od marketingu, dostawcą, odbiorcą itd.). Za dużo spraw i prac na jedną osobę. Trzeba się umieć na coś w danej chwili zdecydować. Ustalić priorytety. Zatrudnić kogoś do pomocy.
 Są też i zalety: mój syn nauczył się samodzielności. Musiał po szkole sam przygotować sobie jedzenie, posprzątać, wykonać przydzielone mu obowiązki. Jednak brak matki i kobiety w domu przez tyle miesięcy (jak wracałam do domu to byłam w stanie tylko "ogarnąć bieżące sprawy, a zaległości się tylko piętrzyły") widać gołym okiem w całym domu. 
Poza złą lokalizacją Pracowni zrobiłam jeszcze wiele błędów organizacyjnych. Z chwilą przejścia "do miasta"  całkowicie przekierowałam swoją aktywność w kierunku klienta rynku lokalnego, rezygnując prawie, bądź utrzymując na minimum sprzedaż internetową (tak naprawdę to tylko w grudniu ostro pracowałam nad sprzedażą internetową z obiecującym skutkiem). To był duży błąd. Wiele osób dokonuje zakupów przez Internet, bo jest szybciej, wygodniej. Sama do tej grupy się zaliczam, zakupy wykonuję niemal wyłącznie przez Internet od lat, a tak zbagatelizowałam ten kanał dystrybucji. Owszem rozpoczęłam współpracę z dobrym fotografem, w wystawianiu prac też miałam pomoc, ale to wszystko nastąpiło za późno, dużo za późno.
Marketing w moim przypadku też był kulawy. Człowiek wszystkiego uczy się na błędach, najlepiej własnych.
Kolejna sprawa to forma działalności Pracowni. Pragnęłam stworzyć miejsce, w którym będę sprzedawać swoje prace, ale gdzie również je wykonywać. Chciałam by klient na miejscu mógł sobie biżuterię skrócić, wydłużyć, dopasować, porozmawiać, przymierzyć, dobrać np. do sukienki. Kolejna pułapka. Lubię kontakt z drugim człowiekiem, rozmowy (z natury jestem gadułą), ale w tym czasie nie pracuję. Bywały dni, wiele takich dni, że na rozmowach z klientami (bez skutku w postaci zakupów, bo wtedy nie to wydawało się najważniejsze, sama rozmowa była skarbem), mijało wiele godzin, godzin pracy. W tym czasie nic nie wykonałam. Zaległości musiałam nadrabiać właśnie po 18. Ja w pracy muszę się skupić, wyłączyć, tego w Pracowni nie dało się osiągnąć. Powstała sprzeczność: pragnienie kontaktu z jednej strony, praca do wykonania z drugiej. Gdybym była tylko sprzedawcą, to jak najbardziej ta forma byłaby doskonała, ale że jestem również, a może przede wszystkim wykonawcą to już niekoniecznie.
Jak widać z powyższego wiele błędów udało mi się przedsięwziąć w tym okresie, ale z drugiej strony to praktyczna lekcja ekonomii (tylko, czemu tak boli?.)  Nie mam doświadczenia handlowego. W końcu większą część swojego życia zawodowego spędziłam w służbie zdrowia. Nawet nie to jest istotne gdzie, ale, w jaki sposób. Praca w  instytucji jest zorganizowana. Dostajemy zakres swoich obowiązków, wykonujemy je zgodnie z ustalonymi procedurami. Mamy za zadanie wykonać swoją pracę prawidłowo, profesjonalnie, szybko itp. We własnej działalności sami musimy sobie wszystko to zorganizować. U mnie, typowego bałaganiarza, wszystko wdaje się być działalnością spontaniczną, brak organizacji pracy, celów, środków itd. itp., Mimo, że, a może, dlatego właśnie, że sprawy potoczyły się tak jak opisałam to nie zamierzam poddawać się, rezygnować z realizacji swoich marzeń, pomysłów i zamykać działalności.
Zaczynam wszystko "od nowa".
Mimo wielu niepowodzeń, bezskutecznych i głupich wręcz działań nie zrezygnuję ze swojej działalności na rzecz "bezpiecznej" pracy na etacie, (której notabene nie ma, a jeśli coś bym nawet znalazła to po mojej 17 letniej pracy w Zakładzie Medycyny Nuklearnej w cudownej atmosferze, wspaniałym zespole wszystko inne wydaje się blade, nieciekawe). Zdecydowanie bardziej pociąga mnie jednak walka o byt i przetrwanie.
Początek roku rozpoczęłam ciekawie, biorąc udział w szkoleniu: "Wzrost produktywności szansą przedsiębiorców na Mazowszu" - rewelacja. Otworzyły mi się oczy na wiele spraw, które zbagatelizowałam lub zapomniałam.
Działalność zaczynam od wprowadzenia wszystkich swoich wyrobów do sklepu internetowego: www.acoya.eu.
Sklep wymaga też wielu poprawek, zawiera bardzo dużo błędów, o czym się przekonałam po zapoznaniu się z kursem on-line:     
Bezpłatny kurs e-mailowy o tym,
jak prowadzić skuteczny sklep internetowy http://www.wzorowysklep.pl/
Polecam!!!
Następnie będę promowała sklep na wszelkie znane mi sposoby.
Kolejny etap to wyrób biżuterii ślubnej, która w ubiegłym sezonie podobała się i miała wielu nabywców.
Pragnęłabym  również nawiązać stałą współpracę z galerią, sklepem w zakresie sprzedaży swoich prac w Warszawie.
Rozważam również powrót Pracowni "do miasta" (kolokwialnie to ujmując), ale już na innych zasadach i formie. Zobaczymy, co czas przyniesie.
Tymczasem zapraszam od jutra do sklepu internetowego: www.acoya.eu, codziennie będę wstawiać nową biżuterię i nie tylko.
Wszystkich, którzy dotarli do tego miejsca gorąco pozdrawiam
Beata


czwartek, 12 kwietnia 2012

niedziela, 3 kwietnia 2011

Kocia pisanka

Witam
Przez ciągłe leżenie w czasie choroby, pisanki stały na patykach i czekały, aż ktoś się nimi zajmie. Lakieruję 1 raz dziennie, po 3 warstwie wykonałam pierwsze szlifowanie papierem ściernym (aby wygładzić powierzchnię, pozbyć się nierówności, zgrubień i innych mankamentów). W czasie lakierowania tak naprawdę dopiero widać błędy, zaniedbania, nierówności. Przygotowuję się do Jarmarku Tradycji Wielkanocnych, które odbędą się w najbliższą sobotę i niedzielę tj 9-10 kwietnia, stąd też lakierować będę jeszcze do czwartku. Niektóre pisanki podobają mi się bardzo, inne mniej, ale zważywszy na to, że to są moje pierwsze pisanki wykonane tą metodą - to myślę, że można mi wiele wybaczyć. Mam nadzieje, że zdążę zrobić ostateczne zdjęcia i Wam pokazać. Poniżej - jedna z moich ulubionych.

poniedziałek, 28 marca 2011

Pisanki wielkanocne wykonane techniką decoupage - instrukcja krok po kroku

Pracownia Rękodzieła Artystycznego "Acoya"
http://pl.dawanda.com/shop/Acoya

Witam wszystkich serdecznie
Już od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem napisania tego postu - instrukcji wykonania pisanek ze styropianu metodą Decoupage na własnym przykładzie.
Nie jestem twórcą tej metody, zobaczyłam ją w ubiegłym roku na stronie Decoupage Eli, poprosiłam o umożliwienie umieszczenia go na swoim blogu i propagowaniu tego sposobu przygotowania pisanek styropianowych. Sposób przygotowania styropianu do pracy przerobiłam z dużym powodzeniem i efektem na bombkach bożonarodzeniowych w ubiegłym roku. Pracy jest dużo zanim przystapi się do właściwego procesu zdobniczego, ale efekt jest wart wysiłku. Styropian, jak wszyscy wiemy jest porowaty, nierówny, daleko mu do powierzchni prawdziwego jajka. Dzięki metodzie Pani Eli (także innych twórców, prekursorów tej  nowej (w Polsce) techniki zdobniczej) uzyskana powierzchnia jajka ze styropianu prawie niczym nie odbiega od ideału, jest gładka, bez nierówności, dziureczek.
Oto kurs Pani Eli, następnie zdjęcia i opisy, a także kilka uwag praktycznych z "mojego podwórka":



Decoupage na styropianie - Pani Eli






Styropian to spieniony polistyren, porowate tworzywo używane najczęściej w budownictwie. W pracach plastycznych możemy wykorzystać galanterie styropianowe – figurki, bombki, jajka – do ozdobienia w decoupage.
Powierzchnia przedmiotów jest nierówna, więc zanim zabierzesz się za dekorowanie, kilka rad:
1. wyrównuje papierem średnim nr 180
2. maluję klejem (primerem) – ja używam Heritage Modge Podge
3. następnie gruntuję masą szpachlową Acryl-Putz







(szpachla jest elastyczna i doskonale przyczepna do podłoża, biała z dodatkiem włókna szklanego) przy użyciu pędzla płaskiego,
4. po wyschnięciu wyrównuję papierem ściernym
5. suchą powierzchnie maluję farbą
6. maluje jeszcze raz klejem Heritage, a po wyschnięciu ozdobiam przedmiot








Poniżej przedstawiam zdjęcia z kolejnych etapów pracy z zastosowaniem kursu "Decoupage Eli".

Etap I - po wyrównaniu papierem ściernym i pomalowaniu klejem (primerem, a także lakierem - takie 3 w 1) Heritage Modge Podge  (wyraźnie widać niejednorodną powierzchnie, chropowatość i dziurki).


 Etap II - po zagruntowaniu masą szpachlową Acryl-Putz . Wykonuje powyższą czynność ręcznie, bez użycia pędzli. Maczam dłonie w wodzie, a nast. w szpachli  i gruntuję - tak mi jest wygodniej i szybciej, masa lepiej się rozprowadza.  Dłonie niestety po tej czynności są suche i szorstkie - mówi się trudno.





 Etap III - Wyrównywanie suchej, zagruntowanej powierzchni papierem ściernym. Praca brudna, bardzo się kurzy. Przy większej ilości (w moim przypadku tak było) wszystko jest brudne, zapylone, ubranie i pomieszczenie, należy wziąć to pod uwagę. Wyraźnie widać inną strukturę powierzchni pisanki niż pierwotnie. W wykonywaniu tej części pracy nad pisankami pomagał mi syn (na szczęście).





 Etap IV - Malowanie pisanek farbą akrylową. I w tej części pracy mam jedną uwagę. Malowałam dwoma rodzajami farby: gęstą (pozostałości z prac bożonarodzeniowych) - malowało się ciężko i wolno, ale powierzchnia bardzo ładnie się kryła, nierówności i dziureczki (dyskretne są nadal) pokryły się niemal idealnie za pierwszym razem. Gdy tej farby mi już zbrakło malowałam rzadszą, praca przebiegała szybciej, łatwiej, ale niestety za pierwszym razem nie byłam zadowolona z uzyskanego efektu - malowałam dwukrotnie.




Etap V - Malowanie pisanek klejem Heritage Modge Podge.  


 Etap VI - Właściwe ozdabianie, czyli naklejanie wyciętych wzorów z serwetek. Do klejenia używam również Heritage Modge Podge. 
W niektórych pisankach robiłam reliefy konturówką, w innych stosowałam szablony dekoracyjne i odbijałam wzory farbą akrylową metalizowaną . Stosuję  jeszcze cieniowanie wokół wzorów i podmalowywanie - wszystko to wykonuję farbami akrylowymi (ale po pierwszym lakierowaniu, aby w razie czego można było zmyć).
W pisankach jednak dosyć mało (w porównaniu z bombkami), raczej chciałabym zachować jasne tła i zbytnio nie zamalowywać pisanki.
Ten etap pracy uwielbiam, daje ogromne pole do popisu, wszystko zależy od naszej wyobraźni. Pisanki decoupage wykonuję po raz pierwszy w życiu (wcześniej zrobiłam tylko jeden raz bombki - zdjęcia na blogu w folderze Boże Narodzenie), nie mam dużego doświadczenia w komponowaniu wzorów, nie wiem jeszcze jakie są preferencje potencjalnych odbiorców, oddałam się całkowicie pracy intuicyjnej. Wiele projektów kształtuje się w trakcie pracy nad pisanką, wynika to z umieszczania wzorów, ich wielkości, kolorystyki, czasami nawet błędu, który trzeba jakoś naprawić (coś dokleić, pomalować). 










Etap VII - Pisanki po zakończonym etapie dekoratorskim przechodzą do kolejnego etapu, czyli utrwalania i zabezpieczania powierzchni. Maluję je jeszcze raz klejem  Heritage Modge Podge, a następnie lakieruję (do bólu), u mnie najprawdopodobniej będzie to 5-7 warstw (więcej chyba nie zdążę, ale czytałam kiedyś na blogach, że powinno się lakierować 20 - 30 razy, aby uzyskać wtopienie się wzoru w powierzchnię). Bombki szkliwiłam.
Gdy zakończę całkowicie prace nad pisankami, przedstawię (o ile zdążę) efekt końcowy. Zapraszam za tydzień.















Teraz chciałam się pochwalić nowym praktycznym meblem (sprzętem podręcznym) - statywem do pisanek (zamiast styropianu). Marudziłam swojemu mężowi, że nie mam styropianu, a ten który posiadam kruszy się, dziurki są już wypaczone, jest mało miejsca na nowe itd itp. Rezultat na zdjęciach (zrobiłam kilka zdjęć, ze zbliżeniem włącznie abyście sobie mogli podejrzeć i takowe sprawić jak się podoba):


  








 Poniżej zdjęcie (małe, aby nie widać było szczegółów): mój stół w trakcie pracy. Niestety jestem bałaganiarz z natury, a jak już ostro pracuję - to "artystyczny nieład" jest wszędzie, praca pochłania mnie do szpiku kości. Ten stan "upojenia artystycznego" jest dla mnie najpiękniejszą formą pracy jaką kiedykolwiek wykonywałam.

Dziękuję wszystkim, którzy dotarli do tego momentu. 
Mam nadzieję, że przedstawiona powyżej instrukcja natchnie wielu uśpionych artystów (jak mnie), pomoże w wykonywaniu pisanek metodą decoupage. Bardziej zaawansowane czynności dekoratorskie, nowe techniki - to już inna bajka. Na nią musicie zapisać się do innej wróżki (a w necie jest ich troszkę, a i kursy mają, a na inne zapraszają).
Pozdrawiam