czwartek, 16 stycznia 2014

Witajcie Kochani
Troszkę z opóźnieniem, ale jednak. Zaczynam nowy, bardzo duży projekt na zlecenie. Praca na co najmniej 6-10 miesięcy. Nie związana z rękodziełem. Więcej nie mogę na razie powiedzieć z uwagi na tajemnicę służbową.
Długo się wahałam zanim podjęłam decyzję.  Tak się denerwowałam, że rozbolał mnie żołądek jakbym nagle miała dziurę na wylot. Z żołądkiem to miewam takie problemy, zwłaszcza w sytuacjach stresujących. Bałam się, że nie poradzę sobie z tym przedsięwzięciem, że jest dla mnie za trudne, zważywszy, że nigdy tego nie wykonywałam. Moja przyjaciółka w przeszło 40 minutowej rozmowie telefonicznej rozwiała wszystkie moje wątpliwości i dodała pewności siebie i odwagi.
Dodatkowym, a nawet decydującym czynnikiem jest to, że pracuję z wysokiej klasy szefem, człowiekiem o ogromnej kulturze, spokoju i nieprzeciętnej wiedzy. Atmosfera w Zakładzie jest rodzinna, przyjazna, nie stresująca. Nie bez znaczenia, zwłaszcza w mojej obecnej sytuacji jest strona finansowa. Dzięki temu zleceniu mam nadzieję wyjść na "prostą".
Rozpoczęłam pracę nad pierwszym etapem:  plan pracy oraz charakterystyka obiektów z uwzględnieniem wymogów ustawowych.
Zastanawiam się również nad wznowieniem działalności Pracowni (zawieszonej na 3 miesiące). W sytuacji, w której będę opłacać ZUS, to jest chyba decyzja trafiona. W tej sprawie jednak skonsultuję się z moją księgową.
W Pracowni mam jeszcze tak duży i zróżnicowany asortyment, że praktycznie nie muszę przez najbliższe pół roku nic wykonywać. Mogę zająć się swoim zleceniem, a w Pracowni rozwijać system sprzedaży. Czyżby ten rok był dla mnie korzystniejszy niż poprzedni (określany przeze mnie jako horror)? Zobaczymy. Na razie zapowiada się dobrze, ale w ubiegłym roku początki też były obiecujące (praca w Warszawie). Uciekam do pracy.
Pozdrawiam Was mocno

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz