czwartek, 24 stycznia 2013

Blog sklepowy

Witam Kochani
Za oknem biało, śnieg ani myśli przestać padać. Zero słońca. Koszmar.
Teraz naszła mnie taka refleksja na temat bloga: pierwszego bloga pisałam na onecie, ale nie pamiętam od kiedy. Tutaj jestem od 09.02.2011. W zamyśle miał to być blog o moich różnych  "tworkach": biżuterii, malowaniu, Decoupage i takich tam podobnych hobbystycznych pracach.
Później zrobił się blog kucharski. Nie bez przyczyny - straciłam pracę, szukałam nowej, później udział w projekcie - miałam dużo czasu i siedziałam w kuchni (z czego moi panowie bardzo się cieszyli). Później zakładanie firmy, codzienne troski z jej utrzymaniem, realizacja różnych pomysłów i 0! postów z kuchni. Najnormalniej nie mam czasu na nowinki. To nie znaczy, że nie gotuję, a jakże jak najbardziej - ale są to znane stare przepisy, a najczęściej intuicyjne "wkładanie" różnych produktów do garnka, czy na patelnię. Ze słodyczami już gorzej, piekę sporadycznie. Chleb, który piekłam parę lat teraz kupujemy.
No dobrze, to co ja właściwie robię.
Prowadzę firmę. Wykonuję biżuterię, troszkę zdobię techniką Decoupage (dotyczy to głównie okazjonalnych dekoracji np. bombki), szyję i próbuję to na wszystkie znane mi metody sprzedać (doświadczenia w handlu niestety nie mam i tego "coś" też nie). Dużo czytam i podglądam jak inni to robią - cały czas się uczę. Sprzedać rękodzieło jest trudno. Bardzo dużo osób wykonuje cudowne prace, rynek jest już nasycony. Najczęściej są to hobbyści, którzy (jak ja kiedyś) nie mają działalności, opłat z tym związanych, więc ceny mogą zaproponować inne. Dlatego przebicie się firmy rękodzielniczej i utrzymanie jej i siebie graniczy niemal z cudem. Ja miewam wiele takich chwil zwątpienia, że należy to wszystko rzucić, ale co dalej. Pracy nie ma, pracy dla kobiet dojrzałych jeszcze mniej (ja czasami mam wątpliwości czy ja dojrzałam), więc co robić. Na tę chwilę nie poddaję się jednak, będę walczyć, coś zmieniać, dostosowywać swoją pracę do potrzeb (ale jak walczyć w mieście, w którym na każdym rogu jest "ciuchland" i wszystko, łącznie z rękodziełem (ale używanym) można kupić za grosze.
Teraz pracuję nad swoim małym sklepikiem. Wiele jest tam jeszcze do zrobienia, ale po woli. Od wiosny rozpoczynam sezon "jarmarczny". Będę jeździć ze swoimi pracami na Targi, może pojadę nad morze sprzedawać biżuterię?. Zobaczymy. Najważniejsze jest, aby zdrowie nie szwankowało - to będzie dobrze. Tak więc blog zmienił się z lekiego, domowego, hobbystycznego w niemalże "firmowy". I tu sprawdza się powiedzenie: "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia".
Tymczasem na zakończenie zapraszam do mojego sklepiku, obniżyłam ceny (na Walentynki) bransoletek. Wkrótce pojawią się lniane serduszka.
Zapraszam i pozdrawiam
Beata


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz