piątek, 23 sierpnia 2013

Makaron z patelni

Witam Kochani

Po powrocie z wakacji (?!), chciało mi się w domu "zamieszkać" i po woli wdrażać do rzeczywistości. Niestety, w wyniku porozumienia pomiędzy członkami naszego trzyosobowego klanu, podjęta została decyzja o zamianie pokoi. Co dalej ... - to można sobie tylko wyobrazić. Jeden wielki bałagan, sprzątanie, przenoszenie i jeszcze raz sprzątanie. Nie mogę zbytnio narzekać, bo bardzo dużo prac wykonał mąż z synem, a i ja jeszcze ze swojej strony "młodego" do porządków zagoniłam.
Wynikiem zaistniałej sytuacji było dużo mniejsze niż zamierzałam moje zaangażowanie kulinarne. Trzeba było dużo i szybko nagotować.
Zawsze na taką okazję mam danie: makaron z patelni. O tym, że ta potrawa często  trafia na stół decyduje coś jeszcze:  uwielbiamy latem makaron z czymś tam i do tego soczyste własne pomidory w ilości XXL.
Poniższe zdjęcie pochodzi z małej książeczki MOJA KUCHNIA, Diana 1993r i dołączony przepis o tym traktuje.


Ja jednak robię wg własnego uznania, a najczęściej to z tego co mam akurat w lodówce.
Ugotować makaron, odcedzić, wymieszać z przygotowanym sosem.
Sos: na patelni podsmażyć boczek, czy wędlinę (co kto ma), cebulę, paprykę, czosnek,  marchewkę. Dodać przyprawy: oregano, tymianek, pieprz, sól, paprykę ostrą i słodką oraz koncentrat pomidorowy (ale nie koniecznie).
Danie proste, szybkie i tanie, a najeść się można do syta.
Zachęcam, a ja tymczasem idę dalej pakować, nosić, myć, układać.
Pozdrawiam
Beata

środa, 21 sierpnia 2013

Wakacje troszkę inaczej

Witam Was Gorąco!!!

Znowu mnie na blogu długo nie było, znowu cisza i niepokojący zastój. Ale to tylko złudzenie, chwilowy brak czasu i możliwości technicznych. Dzisiaj będzie o moim 1,5 tygodniowym pobycie w romantycznym, cudownym, a dla niektórych być może zbyt gwarnym mieście Neptuna.


Dla mnie i mojego syna to było jedenaście cudownych dni. Zupełnie spontanicznie, intensywnie pochłaniając każde chwile, zdarzenia, obraz.
pisałam, we wcześniejszych postach, że zakończyła się moja "warszawska kariera zawodowa". Niestety nie dla mnie jest wstawanie o 4.30, powrót 18 do domu. Dom i rodzina w takim układzie spadły na plan dalszy, moja Pracownia nie miała szans na wolne chwile. Utwierdziło się we mnie samej, że zdecydowanie bardziej zależy mi na rodzinie, prawidłowych wzajemnych relacjach, kontakcie z synem (z dojrzewającym synem!), który nadal potrzebuje matki i ojca, by w tym wszystkim się odnaleźć i trafić ostatecznie na właściwą ścieżkę, co kolokwialnie oznacza, że dziecka w tym wieku nie należy zostawiać samemu sobie, bo może sobie z tym nie poradzić.
Oczywiście to nie jest takie proste. Znowu jestem bez stałego dochodu, a z jednej pensji męża, nie bardzo da się wszystko ogarnąć. Moja Pracownia, moja działalność póki co nie daje stałych, stabilnych i zadowalających dochodów.
Uważam jednak, że ten rok - III klasa gimnazjum jest ważnym, o ile nie najważniejszym rokiem szkolnym w życiu "młodego" i muszę wszystkiego dopilnować.
Pisałam też wcześniej, że wyjeżdżam w ramach projektu Creative Poland do Gdańska, na Jarmark Dominikański. Wyjechałam z synem, Zaplanowaliśmy 3-4 dniowy pobyt, na ten też okres przygotowaliśmy się finansowo i ogólnie logistycznie.
Wyjechaliśmy w środę, na noc 31.07.13. Nocleg zapewniliśmy sobie w Akademiku Akademii Sztuk Pięknych, ul. Chlebnicka. Polecam!!!



Było nam tam cudownie. Pokoje 2 osobowe z łazienka, lodówką (co jest ważne latem), w samym centrum gdańskiej Starówki.
Czwartek spędziliśmy na pobieżnym zwiedzaniu starówki, zaznajamianiem się z lokalizacją targów i naszego stoiska.

W piątek, 02.08, w ramach wspomnianego projektu wzięliśmy udział w targach. Było zapewnione wszystko, co jest do takiej działalności niezbędne: namiot, stół, siedziska, opłata oraz miłe towarzystwo.
Moim jedynym zadaniem była promocja firmy i sprzedaż przywiezionej biżuterii. Tego dnia ze sprzedaży byłam zadowolona.
Po długim i uciążliwym dniu (przez niemal cały nasz pobyt było b. gorąco), wróciliśmy do naszego mieszkanka. Później kąpiel, kawa i w miasto: kolacja, zwiedzanie, spacery, odpoczynek na ławeczce na Długiej, kolejny spacer po ulubionych uliczkach i tak codziennie do godz. prawie 24. Było cudownie, ciepło, beztrosko. Pojawiła się myśl o przedłużeniu pobytu, co jednak było uzależnione od sprzedaży, bo nie byliśmy na dłuższy pobyt przygotowani (nawet kart ze sobą nie zabrałam, by nie zgubić).
Sobotę spędziliśmy zwiedzając oraz spędzając trochę czasu nad morzem, które nie wywołało euforii u syna i nie był zainteresowany kolejnymi kąpielami.


Niedzielę spędziliśmy "w pracy", tzn. wystawiliśmy się w ramach tzw. "stoiska jednodniowego". Upał był tak ogromny, że musiałam szukać zacienionego stanowiska, bo bez namiotu groziło to tylko jednym: porażeniem słonecznym.
W niedzielę zapadła decyzja o pozostaniu w Gdańsku. Zarobione środki posłużyły do zapłacenia pobytu, ale już w innym miejscu. Przenieśliśmy się do Bursy Gdańskiej, nie co dalej, warunki też nieco skromniejsze, ale o połowę taniej. Takim o to sposobem pozostaliśmy w Gdańsku do niedzieli.
W poniedziałek, po pracowitej niedzieli - urlop od pracy, zwiedzanie starówki dokładniej, odpoczynek, niezbędne bieżące zakupy. Jak pozostaje się w jednym miejscu nieco dłużej, w trakcie pobytu wszystkiego zaczyna brakować, a i ubrań było mało, więc należało prać. Ale to wszystko nic, to takie uroki.
Wtorek i środa - praca. Udało nam się pozyskać razem z Panią lekarz medycyny niekonwencjonalnej (z Mongolii) namiot. Prawdziwy duży, z podłogą i oświetleniem. Mieliśmy swój dach nad głową, cień, a do tego małe niepozorne stoisko na stoliku turystycznym zmieniło się w bardziej profesjonalne stoisko Pracowni. W tym miejscu muszę napisać o ludziach, których spotkałam, którzy podpowiedzieli mi co mam zrobić, jak się wystawić, zaprezentować, jak można prowizorycznie poszerzyć stoisko (za pomocą kartonów przykrytych obrusem). Udzielili mi  wiele wiele bardzo cennych wskazówek, gdzie taniej mieszkać, gdzie się stołować, gdzie robić zakupy itp. Nowo poznany życzliwy człowiek, Pan ze stoiska po sąsiedzku, pożyczył nam wózka, byśmy nie musieli tych kamieni dźwigać.Spotkało mnie tam tyle życzliwości od osób obcych, że wystarczy na najbliższy rok, do kolejnego jarmarku. Od tej pory sprzedaż nie była taka uciążliwa i męcząca. Każdy dochodowy dzień pozwalał nam na realizację bieżących potrzeb oraz tych bardziej przyjemnych.
Czwartek - urlop i zwiedzanie Stoczni Gdańskiej, Portu oraz pobyt nad morzem wieczorową porą.













Piątek, połowa soboty (padał deszcz i byliśmy dotąd dopóki nie zmarzliśmy) i niedziela - praca.
To była dla mnie i mojego syna ogromna lekcja życia. Zobaczył jak ciężko trzeba pracować (10 - 20.00), w tym upale, siedząc czasami na małym stołeczku, by zarobić na bieżące potrzeby. Mam nadzieję, że z wyjazdu tego zapamięta również to, że życzliwe i miłe usposobienie, grzeczne zachowanie wraca do nas. Marudził czasami, że ja z wszystkimi rozmawiam, ale przekonał się, że dzięki dialogowi uczymy się nowych rzeczy, których nie ma w podręcznikach, czy informatorach turystycznych. To Ci ludzie z którymi rozmawiałam, pomogli mi później. To dzięki ich życzliwości i absolutnie bezwarunkowej potrzebie pomagania drugiej osobie spowodowali, że mieliśmy 1,5 tygodnia cudownych, niezamierzonych wakacji. Wszystkim bardzo mocno dziękuję i życzę, by w chwili, gdy będą tego potrzebowali znalazł się ktoś kto im pomorze.
Mój syn był bardzo zadowolony, Gdańsk go urzekł i "porwał". Nie chciał wracać.


Ja na tych wakacjach zobaczyłam, że mam bardzo odpowiedzialnego syna, odpowiedzialnego za mnie, za nas, za nasz biznes. Bardzo mi pomagał, nosił te ciężkie bagaże, czuwał nad wszystkim, budził mnie rano, gdy szliśmy do pracy.
Co do samego Jarmarku, to było na nim chyba wszystko, co na tę chwile można wykonać. Rękodzieło było cudowne. Biżuteria wykonywana we wszystkich technikach, filcowane rzeczy, urzekające malowane jedwabie, szyte, dziergane i malowane (np. na skórze) torebki, portfeliki. Asortyment wyposażenia wnętrz, od poduszeczki po dywany ręcznie tkane, gliniane i ceramiczne ozdoby i rzeczy użytkowe. Dla dzieci mnóstwo oryginalnych zabawek. Nie sposób wszystkiego wymienić, ja sama z braku czasu wszystkiego nie widziałam. 

Jarmark miał bogatą oprawę artystyczną, codziennie coś działo się na terenie starówki i okolicznych uliczek - koncerty, przedstawienia, wystawy i wiele innych. 

Do tego dochodzili artyści, którzy prezentowali swoje umiejętności i to zarówno muzyczne, czy też czysto manualne zręczności. 

Każda niemalże uliczka rozbrzmiewała innym rodzajem muzyki, innym wiodącym instrumentem, co nadawało swoistego romantycznego klimatu.
O ile czas i możliwości pozwolą wrócimy tam w przyszłym roku.
Pozdrawiam
Beata

wtorek, 30 lipca 2013

Nowa kolekcja letnich naszyjników cd

Witam witam
Pracuję, bez przerwy pracuję, a mam przy tej pracy tyle radości i satysfakcji jak mało kiedy. Czuje się cudownie. Gdybym mogła nie spać, nie gotować i nie sprzątać, to mogłabym ze swojej Pracowni nie wychodzić. Wena to może?
Oto kolejne naszyjniki do: "Nowa kolekcja letnich naszyjników".

Naszyjniki zostaną zaprezentowane na tegorocznym Jarmarku Dominikańskim, w którym będę brała udział w ramach projektu Creative Poland.
Serdecznie zapraszam 02.08.2013 (piątek),  stoisko nr 20 na ulicy Grobla II. Acoya








Zdjęcia pospiesznie wykonane, stąd jakość nie najlepsza. Bardzo przepraszam.

sobota, 27 lipca 2013

Nowa kolekcja letnich naszyjników

Witam serdecznie
Upał, a raczej skwar za oknem, a ja w  swojej chłodnej pracowni sobie siedzę i dłubię.
Cały czas pracuję, a mam tak wielką ochotę i werwę do pracy, że aż sama sobie się dziwię. Może to dlatego, że dawno nie miałam tyle wolnego czasu na twórczość własną. Cieszę się ogromnie z mojej pracy.
Porządki w domu wykonuję biegiem (w wielu pracach wyręcza mnie syn), gotuję tyle i tak, aby zaspokoić głód, a reszta czasu to praca.
Przygotowuję się do Jarmarku Dominikańskiego, w ktorym będę brała udział 02.08.2013,
stoisko nr 20 na ulicy Grobla II

Stoisko jest pod patronatem Creative Poland



                                                      Wszystkich serdecznie zapraszam

Oto naszyjniki:













czwartek, 25 lipca 2013

Jestem wolna

Witam Kochani
Wszyscy Ci, którzy zaglądają na mojego bloga czas jakiś, wiedzą, że pozmieniało się troszkę w moim życiu zawodowym. Podjełam pracę w Warszawie, w mojej ulubionej dziedzinie diagnostyki medycznej i co, i koniec.
Już nie pracuję. Mój organizm, fizyczny aspekt mojego ja nie wytrzymał dojazdów, tempa życia, braku czasu dla siebie i swojej rodziny.  W ciągu 3,5 miesiąca wstawania w godzinach 4- 5 rano, powrotu w granicach 15 - 18, często 13-14 godzin aktywności, zaliczyłam schorzenie żołądka, przypadłości jelitowe, (najprawdopodobniej z powodu stresu), zachwianie całej gospodarki hormonalnej. Przez ten okres marzyłam tylko o spaniu i wypoczynku, którego nie doświadczałam. Sobota - wolna - sprzątanie, pranie itp., niedziela gotowanie na pół tygodnia, prasowanie. O normalnym spokojnym, ustabilizowanym życiu nie ma mowy. Moja Pracownia spadła na plan dalszy, o hobby to już nawet się nie myśli, ani marzy.
Po podjęciu decyzji, która była wypadkową wielu czynników, poczułam się wolnym człowiekiem. Na razie bez pracy, niedługo może i pieniędzy, ale tymczasem wolna.
Chwilowo zaplanowałam urlop, w tym udzial w Jarmarku Dominikańskim, a później pomyślę co z firmą, co z pracą, co ze mną. To troszkę później. Muszę dojść do siebie.
Pozdrawiam
Beata

czwartek, 18 lipca 2013

Jarmark św. Dominika Gdańsk

Witam moi mili







Chciałam się podzielić z wami swoją radością.
Od jakiegoś już czasu myslałam o uczestnictwie w  Jarmarku św. Dominika , ale że jestem jakiś taki nieudacznik organizacyjny i "cykor", to zawsze na pomysłach się kończy (a pomysłów to ja mam tysiące). Nie umiem się zorganizować, odważyć, nie potrafię "pójść na całość", zawsze coś mnie hamuje i kończy się na planach.
Tym razem los się do mnie usmiechnął i będę uczestniczyć w Jarmarku  w tym roku, dokładnie 02.08.2013. 
Będę brała udział pod skrzydłami:




http://www.facebook.com/creativepoland


Parę słów o CREATIVE POLAND (link powyżej):

Informacje

Celem CREATIVE POLAND jest stworzenie partnerstwa, dzięki któremu możliwe będzie rozwijanie polskiego sektora kreatywnego, żeby jak najlepiej wykorzystać talent, wiedzę i doświadczenie ludzi twórczych.
Misja
Tworzymy nową markę pod którą chcemy zintegrować ludzi kreatywnych różnych dziedzin. Naszym celem jest profesjonalizacja poprzez usługi szkoleniowe i doradcze, a z drugiej strony promocja działalności kreatywnej. Chcemy aby marka Creative Poland stała się atrakcyjnym partnerem dla ludzi biznesu i organizacji pozarządowych oraz organów administracji publicznej. Dodatkowo w przyszłości chcemy promować polskich twórców zrzeszonych w Creative Poland zarówno w kraju jak i za granicą.
Opis firmy
Towarzystwo Amicus to niezależna organizacja non-profit, już od 14 lat zajmująca się szeroką działalnością na polu informacyjnym, szkoleniowym, edukacyjnym. Celem instytucji jest budowanie trwałego i przyjaznego porozumienia pomiędzy obywatelami, firmami i administracją publiczną oraz wsparcie pożytecznych inicjatyw obywatelskich.

W realizacji projektu Towarzystwo wspomaga Polskie Stowarzyszenie Doradcze i Konsultingowe z Białegostoku i Miasto Stołeczne Warszawa oraz Urząd Miasta Łódź.
Opis
Naszym głównym celem jest zwiększenie dynamiki i możliwości rozwoju polskich przemysłów kreatywnych. Chcemy osiągnąć to poprzez realizację trzech podstawowych założeń:

Po pierwsze - tworzymy partnerstwo na rzecz rozwoju polskiego przemysłu kreatywnego. Skupienie właściwych ludzi, firm i instytucji to szansa podjęcia wspólnych, bardziej ambitnych i skuteczniejszych działań. Wierzymy, że razem można więcej.

Po drugie - świadczymy bezpłatne usługi szkoleniowe i doradcze kierowane do przedstawicieli kreatywnych firm i osób nieprowadzących działalności gospodarczej. Odpowiednie przygotowanie merytoryczne jest kluczem do sukcesu.

Po trzecie - będziemy promować w kraju i za granicą uczestników CREATIVE POLAND.

Zapraszamy do udziału w CREATIVE POLAND wszystkie osoby, ceniące kreatywność. Naszym partnerem może być każda osoba czy instytucja wspierająca ludzi którzy w swojej pracy wyznaczają trendy i tworzą nową jakość.





Jak ja się cieszę z tego uczestnictwa, tego nie da się opisać, zwłaszcza, że nigdy na nich nie byłam, nawet jako widz - obserwator.

Zapraszam więc wszystkich do Gdańska 02.08.2013. Pracownia Rękodzieła Artystycznego "Acoya" 

będzie miała swój debiut na takiej dużej imprezie plenerowej, z takimi tradycjami ...



(Źródło zdjęcia: http://irsapartments.pl/pl/node/310)







Teraz kilka słów o tradycji Jarmarku, zaczerpnięte z Wikipedia 




Tradycja Jarmarku liczy 750 lat, odkąd został on ustanowiony bullą papieską Aleksandra IV w 1260 roku na wniosek dominikanów. Stąd wywodzi się jego nazwa.
Jarmark miał na celu nakłonienie wiernych do uczestnictwa we mszy odpustowej w dzień św. Dominika (wówczas 4 sierpnia), dzięki której można było otrzymać 100 dni zwolnienia z czyśćca. O godz. 12:00 rozbrzmiewały dzwony obwieszczające rozpoczęcie Jarmarku na placu Dominikańskim. Ludowy festyn pierwotnie służył nabożnym modłom i zabawie, a później przekształcił się w imprezę handlowo-kulturalną o dużym znaczeniu dla miasta. Początkowo odbywał się na placu Dominikańskim, ale wraz z postępującym rozwojem imprezy plac szybko okazał się zbyt mały i Jarmark przeniósł się w okolice Wałów Jagiellońskich i ul. Długiej. Zaczęły także powstawać nowe, dodatkowe place targowe, takie jak Targ Drzewny, Sienny, Węglowy, Wąchany, Rybny, których nazwy pochodziły od towarów, jakimi na nich handlowano, oprócz Długiego Targu, którego nazwa pochodzi od jego kształtu. Na sierpniowe Jarmarki do portu Gdańskiego przybywało ok. 400 statków z różnych krajów. Dawniej można tam było zakupić pierniki toruńskie, kaszubską ceramikę, czeskie szkło, wschodnie futra i dywany, angielskie sukno, cygańskie garnki, gdańską wódkę i bursztyn. Oprócz kupców zbierali się tam także liczni cyrkowcy, kuglarze, akrobaci i zespoły teatralne.
Jarmark św. Dominika stał się ważnym świętem, na które przybywała szlachta, a nawet sam król. Dla gdańszczan najbardziej pamiętny był Jarmark z 1310 roku, kiedy to korzystając z nieobecności w mieście króla Władysława ŁokietkaKrzyżacy po raz pierwszy złupili miasto, mordując część kupców i ludności, przebywających na Jarmarku.
Jarmark św. Dominika odbywał się w Gdańsku corocznie przez kilka wieków, dopiero II wojna światowa spowodowała, że zniknął z miasta na 33 lata. W 1972 roku z inicjatywy Wojciecha Święcickiego, dziennikarza popularnej gdańskiej popołudniówki „Wieczoru Wybrzeża”, powrócono do tradycji Jarmarku. W latach siedemdziesiątych Jarmark był przede wszystkim imprezą handlową, umożliwiającą zakup poszukiwanych towarów. Na specjalnych pokazach nazywanych „Żywym Żurnalem” można było zobaczyć najnowsze, polskie kolekcje odzieżowe.