wtorek, 3 grudnia 2013

Przebudzenie

Witam Kochani
Budzę się rano taka zmęczona, jakbym w ogóle nie spała. Zanim się rozruszam mija 2 godziny. Masakra.
Plan na dzisiaj:
1. Szlifowanie i lakierowanie bombek
Lakierowanie zajmuje mi codziennie 4 godziny, rano i wieczorem po 2 i to w tempie dosyć energicznym.
2. Malowanie kolejnych bombek. Z tym jest znacznie dłużej, wszystkie pod malunki zajmują mi 2 - 3 godziny.
3. Wstawienie do sklepu 5 par kolczyków (co najmniej)
4. Wstawienie do sklepu broszek z minerałów - 4 sztuki, bo mi się plączą na biurko od tygodnia.
5. Publikacja postów, udostępnianie itp. codziennie prace marketingowe, co najmniej 4 godziny.
6. Wstawienie na Allegro książek do prac w technice Decoupage.

Oprócz powyższych muszę wykonać prace domowe: obiad (od podstaw), prasowanie (przynajmniej konieczne minimum), pranie (włożyć i wyjąć, syn powiesi), załadować zmywarkę itp. W domu mam taki bałagan, że szkoda mówić. Wszystko zaniedbane. Odkąd mam Pracownię, dom spadł na plan drugi. Przeszkadza mi to, chciałabym umieć to jakoś tak zorganizować, aby było dobrze i w domu i w pracy. Na tę chwilę nie potrafię, nie mam kiedy.

Jestem już zmęczona do granic możliwości, marzę tylko o spokoju, spaniu, leżeniu, wypoczywaniu, nic nie robieniu, przynajmniej przez dwa dni. Ta praca się niedługo skończy, przyjdą Święta i będzie można troszkę się zrelaksować, pod warunkiem oczywiście, że uda się ten sezon jakoś dobrze wykorzystać i wszystkie sprawy do końca roku pozałatwiać. W przeciwnym wypadku, spokojnych Świąt raczej nie będzie (w głowie). Po woli, ale jakoś udaje mi się wiele spraw naprostować, uregulować i małymi kroczkami, ale to bardzo małymi pójść do przodu. Zawsze w sytuacjach trudnych, które wydają się być wręcz krytyczne powtarzam sobie, że one kiedyś też będą miały swój koniec, chociażby dlatego, że wiele z nich jest określona terminem. Najważniejsze, że wszyscy w rodzinie są zdrowi, dziecko dobrze i prawidłowo się rozwija, uczy się dobrze (na miarę swoich możliwości skupienia się na nauce w wieku 15 lat), cała nasza rodzina jakoś ten krytyczny, trudny okres, bardzo skromny jakoś znosi i daje się żyć.

Wczoraj malując, a później lakierując bombki pomyślałam sobie, że jest to jedna z dwóch rzeczy (druga to broszki), którą mogłabym wykonywać przez cały rok i chyba się nie zmęczyć, nie spalić, ponieważ daje takie duże możliwości zastosowania wielu technik, kolorów i stylów. Pracując przez cały rok nad bombkami (np. 1000 rocznie), zakładając, że gdzieś je bym sprzedała mogłabym żyć spokojnie (także finansowo), bez pospiechu i gorączki przedświątecznej, która w moim przypadku jest najpierw biznesowa, a dopiero później domowa, rodzinna. Takie to było moje gdybanie.
Kończę i biorę się za wstawianie produktów do sklepu. Mam też jeszcze trochę rzeczy prywatnych do sprzedaży, ale nie wiem czy udami mi się, czy zdążę przed Świętami  z tym uporać.
Troszkę się przebudziłam, pozdrawiam Was gorąco i życzę miłego dnia :)
Beata

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz