niedziela, 5 sierpnia 2012

Moja Pracownia i trudne jej początki.

Witam w mojej Pracowni.
Sporadycznie cokolwiek publikuję, a jeśli już to niemalże hurtowo i bez opisów.
Zdaję sobie sprawę z tego, że taki blog nie jest ciekawy, tym samym mało odwiedzany. Niestety odkąd otworzyłam Pracownię, jak ja to nazywam stacjonarną - "w mieście", nie mam czasu już na nic. Myślę, że taki stan ogromnego zaangażowania, pracy po kilkanaście godzin dziennie jeszcze potrwa około roku. Szacuję, że tyle czasu  potrzebuję, aby firmę postawić "na nogi", zdobyć i utrzymać klientów, wzbogacić swoją ofertę na tyle by móc funkcjonować płynnie (a mam tu na myśli głównie utrzymanie płynności finansowej).
Obecnie jestem na etapie dosyć trudnym, organizacyjnym jeszcze.
Pracuję codziennie (oprócz niedziel), w godzinach otwarcia Pracowni od 10 do 18 (w sobotę do 14), ale to nie jest całkowity czas poświęcony działalności. Wstaję świtem bladym szyję, maluję, prasuję,wykonuję zakupy produktów potrzebnych do pracy (wcześniej trzeba je sobie samemu znaleźć, najlepiej w dobrej cenie - to też wymaga czasu) załatwiam sprawy urzędowe itp. W międzyczasie gotowanie (coś moi panowie muszą jeść).  Każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą, a zwłaszcza rękodzieło to wie doskonale ile się trzeba napracować, aby produkt wykonać, sprzedać i opłacić czekające w kolejce rachunki.  Stąd też nie ma mnie prawie dla świata. Dom zaniedbany jak nigdy dotąd, posiłki niewyszukane, szybkie, prasowanie z dnia na dzień, 0! przetworów, ogródek - gdyby nie mąż to już by przypominał puszczę. Zmęczona jestem tak, że mimo tego zmęczenia  zasnąć nie mogę. Mózg nie może wyhamować, ciągłe pomysły, punkty do realizacji i to wiszące nieustannie widmo przetrwania.
Piszą to dlatego, żeby mój przykład był przestrogą?, wskazówką dla innych, którym marzy się praca na swoim z pracy własnych rąk, szeroko pojętego rękodzieła. O ile ta sama praca, ale dodatkowa o charakterze hobbystycznym jest miła i przyjemna (zwłaszcza, jeśli co miesiąc wpływa pensja na konto, a o tym, że jest składka ZUS to wiemy tyle o ile) to już zarobkowa , jako jedyne źródło dochodów zmienia swój charakter - jest walką o byt i przetrwanie.
Mimo jednak powyższego - reasumując: TO JEST PRACA DLA MNIE. LUBIĘ WALCZYĆ, STAWIAĆ SOBIE CELE I JE OSIĄGAĆ. NIEPEWNOŚĆ MNIE NAKRĘCA DO DZIAŁANIA. MOBILIZUJE.
WIEM PO CO RANO SIĘ BUDZĘ. CIESZĘ SIĘ, GDY IDĘ DO PRACY. MAM JESZCZE DOSYĆ SIŁY BY ZAWALCZYĆ.
Zaglądajcie na mojego bloga, rzadko, ale będę informować o swoich poczynaniach, mam nadzieję, że sukcesach.
Zapraszam na migawki zdjęć z Pracowni, a w niej prace moje i zdobyte.



Aniołki dekorowane metodą Decoupage

                                     
Aniołki. Lawenda sprowadzona z Lawendowego Pola. Broszki. Obrazy w tle.

Decoupage
Sutasz od zaprzyjaźnionych artystów, Lawenda, Agaty.
Dama przed Pracownią.
Suszona lawenda. Zapach oszałamiający.
Kompozycja z Agatów, Cytrynów i Korala surowego.
Agaty, Jaspis, Turkus - surowe bryły. 
Agaty i Lawa wulkaniczna.
Oryginalny naszyjnik z Agatów i poprzeplatanego Karneolu wykonanego na szydełku.
Naszyjnik dostępny na Allegro pod adresem: http://allegro.pl/autorski-piekny-naszyjnik-z-agatu-i2735085936.html
Egipski naszyjnik z Agatów (tak nazwała go moja przyjaciółka).
Agaty plastry
Tu i poniżej kompozycje z różnych kamieni, ale Agaty królują.




Komplet ślubny z kryształków Swarovskiego. W tle obrazek wykonany techniką Decoupage.
Bransoletki
Najnowsze propozycje wykonane techniką Decoupage.

Lawendowy kącik: suszona lawenda, anioły, woreczki, pojemniki, sekretarzyk itp.
Chlebaczki z serwetkami 
Broszki od zaprzyjaźnionej artystki.
Jeden z kilku sekretarzyków dostępnych w Pracowni. Malowane, bielone i dekorowane techniką decoupage.
W dużym skrócie to tyle.
W następnym poście opiszę moje zmagania z szyciem woreczków na lawendę i wielu innych "przydasi". Zapraszam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz